poniedziałek, 10 grudnia 2012

2. Uczta

Rozdział miał się pojawić wczoraj, ale musiałam nadrobić pewne informacje,
a potem coś się w kompie zepsuło i tak wyszło, że nie miałam jak.
Dziś już wszystko w porządku (po za tym, że powinnam teraz czytać lekturę,
a prawie jej nie tknęłam - jest na jutro; zamiast tego kończę czytać inną książkę
i piszę nowy post xd). Nie będę się rozpisywać - chyba nawet nie ma nad czym,
więc od razu przejdźmy do rzeczy. ;)


Wielka Sala
tak w nawiązaniu do rozdziału
i jednocześnie świąt :)

Weszliśmy do Wielkiej Sali tradycyjnie zebrani w jednej kupce, która po przekroczeniu
progu w żółwim tempie zaczęła się rozchodzić do poszczególnych domów.
Ja wraz z resztą mojej rodzinki i kilkoma znajomymi udałem się w stronę stołu Gryffindoru.
Był zastawiony półmiskami z różnymi przysmakami. W tak rozmaitych potrawach każdy
mógł znaleźć coś dla siebie: pieczone kurczaki, kotlety schabowe, kiełbaski, ziemniaki
gotowane i pieczone, bekon, frytki, pudding, strudle, sosy i jak co roku nie wiedzieć czemu
miętówki. Od zeszłorocznej petycji, którą podpisało 99% uczniów Hogwartu
na stołach gościła również pizza - dodajmy, że w pięciu różnych smakach, które wybrano
w ankiecie. Wszyscy pożądliwie wpatrywali się w tace, ale nikt jeszcze sobie nie nakładał.
Jak co roku trzeba było zaczekać, aż McGonagall przyprowadzi pierwszorocznych
odbędzie się ceremonia przydziału, potem jeszcze przemowa, no i na samym początku,
jeszcze przed przydziałem nowa pieść wymyślona przez Tiarę Przydziału. Zastanawiam się
czy zaśpiewała kiedyś dwa razy tą samą piosenkę. Powtarza je co jakiś czas czy może
naprawdę jest na tyle kreatywna by co roku przez tyle lat układać nowy kawałek?
Po chwili do sali weszli nowi uczniowie Hogwartu z dyrektor na czele.
Doprowadziła ich niemalże pod sam stół nauczycielski. Głowy latały im na prawo i lewo,
w górę i w dół. Część zachwycała się sufitem, a część tych bardziej głodnych prawie że
oblizywała się na widok jedzenia. Nie skupiając się zbytnio na słowach wysłuchałem
śpiewu Tiary. Był to stały element uroczystości i byłem chyba jedną z niewielu osób,
które po prostu nudził. Słowa były inne, ale zawsze opowiadały te samą historię.
Maluchy rzecz jasna były zachwycone! Profesor McGonagall wyjaśniła krótko co
nowicjusze powinni zrobić, gdy wyczyta ich nazwisko i rozwinęła pergamin z listą.
Zauważyłem, że była krótsza niż w zeszłym roku. Według danych z proroka
mamy niski przyrost naturalny wśród czarodziejów Wielkiej Brytanii. James, gdy to przeczytał
powiedział, że na pewno Ted i Victorie zadbają o to by się zwiększył. Dostał za to niezły
ochrzan.Strasznie miło się patrzyło jak dostaje opieprz od niższej od niego o głowę blondynki.
Vicky nie była niska, ale James i Ted byli najwyżsi w rodzinie. Jeżeliby uznać Teda za członka
rodziny. Właściwie wszyscy i tak go tak traktują, a do tego oświadczył się Victoire na początku
maja tego roku, w jej urodziny. Jak Rox słusznie zauważyła ułatwił sobie życie, bo zamiast
pamiętać o dwóch datach jakże ważnych dla ich związku wydarzeń pamiętał o jednej.
Początkowo Vicky trochę się nachmurzyła, bo pomyślała, że Roxie ma rację i serio
chodziło tylko o to, ale jako, że nie potrafi się na Teda długo gniewa (i chyba tylko na niego...)
szybko jej przeszło i zaczęła paplać o tym, że to jej najlepsze urodziny w życiu.
Po dziesięciu minutach uszy więdły! Na szczęście potem wybrali się na "romantyczny
spacer we dwoje, którego tacy kretyni jak my - inni faceci - nie zrozumiemy".
  Dyrektor dochodziła już do litery M.
- Macmillan, Justin!
Z tego co było mi wiadomo pan Ernie Macmillan miał trójkę dzieci i Justin był najmłodszy.
Miał jeszcze dwie starsze siostry: jedną na VI roku w Hufflepuffie i jedną na IV w Ravenclaw.
Żoną pana Macmillana była pani Susan. Co ciekawe najlepszy przyjaciel młodego Macmillana miał na imię
Ernie i był synem Justina Finch-Fletchey'a. Lily uważała, że to urocze, że nazwali tak swoich
synów i że w szkole znów jest dwóch najlepszych przyjaciół, w tym samym domu i o tych samych
imionach. Jakaś mała dziewczynka wyglądająca na córkę pani Padmy została przydzielona
do Gryffindoru. Miała na nazwisko Warren i o ile mnie pamięć nie myli jej ojciec był mugolem.
Mama wspominała mi kiedyś, że jej mama była dawniej związana z jakimś czarodziejem,
ale się rozwiedli i dopiero potem wyszła za Warrena. Jej ciocia miała syna,
ale jest dużo starszy od małej Parvati. Wydaje mi się, że był jednym rocznikiem z Jamesem.
Profesor Minerva kończąc z małolatami stanęła wyższym stopniu żeby było ją lepiej widać
i wzmocniła swój głos za pomocą różdżki.
- Jak wszyscy wiecie profesor Clarke w zeszłym roku postanowił przejść na wcześniejszą
emeryturę w związku z pogarszającym się stanem zdrowia. W tym roku przybyło
nam dwóch nowych nauczycieli - dodała McGonagall kładąc szczególny nacisk na liczebnik,
co zaowocowało szmerem rozmów między uczniami. - Prosiłabym abyście przyjęli ich ciepło.
Zacznę od pani Boyle, nowej nauczycielki transmutacji!
Młoda kobieta podniosła się z krzesła i lekko dygnęła. Wyglądała na coś przed
trzydziestką. Zgadzałoby się to z plotkami na temat profesora OPCMu.
Najwidoczniej krążyły pogłoski o obu wykładowcach, ale jakimś cudem splotły się w jedną
dotyczącą tylko jednego z nich.
- Nie jestem już w stanie dłużej łączyć obu funkcji. Teraz będę tylko i wyłącznie dyrektorem
Hogwartu. Mam nadzieję, że ta zmiana wprowadzi wiele dobrego w naszej szkole.
Teraz przyszedł czas na Obronę Przed Czarną Magią. - Na zakończenie odchrząknęła
znacząco. Panna Boyle zachichotała pod nosem i szepnęła coś o tym, że zaraz się pojawi.
- Ach ten Josh - dyrektor pokręciła głową z dezaprobatą zapominając, że wciąż ma
przystawioną do ust różdżkę. Po sali poniosła się fala chichotów. Profesor Minerwa
uśmiechnęła się tylko. Po chwili razem z resztą uczniów mogłem już przyjrzeć się
wbiegającemu do sali przez boczne drzwi koło stołu nauczycielskiego jakiegoś
czarnowłosego mężczyznę. Bynajmniej nie wydawał się być zakłopotany, ale skłonił się nisko
ku swej przełożonej i wymamrotał szybkie przeprosiny. Nie bardzo wiedziałem o co chodzi,
ale nagle ponad połowa dziewczyn zaczęła wzdychać rozpływając się nad owym widokiem.
Zastanawiałem się czy poruszyło je tak to zachowanie czy może najzwyczajniej w świecie
facet był tak cholernie przystojny tylko ja jako chłopak nie potrafiłem tego dostrzec.
Chyba jednak chodziło im o to drugie, bo udało mi się zauważyć kilka niezadowolonych
min kolegów. Lucy wyrażała swoje zachwalające opinie na temat nauczyciela bez żadnego
skrępowania ani szeptów. Jakby tego było mała niemalże leżała na ławce zapatrzona
w niego jak w obrazek. Samo to jak dla mnie wydawało się dość zabawne,
ale chyba jeszcze zabawniejszy był widok tych wszystkich dziewczyn przy stole,
które potakiwały na wszystko co powiedziała Luc. Tylko Roxanne uśmiechnęła się delikatnie
i patrzyła na niego w miarę normalnym wzrokiem.
- Co on, kurde, dolał im wszystkim amortencji do soku, czy jak? - odezwał się Sean
patrząc na dwie najbliżej niego siedzące koleżanki.
- Bo jak facet ma coś w sobie i w odróżnieniu od NIEKTÓRYCH umie się zachować
to od razu musiał dolewać dziewczynie amortencji do soku? - Prychnęła jedna z nich.
- Przejdzie im. Za Jamesem też latało pół szkoły zanim się stąd wyniósł. Teraz pewnie robi
z kolegami z treningów furorę w Londynie, zanim wyjadą na te treningi - uśmiechnęła się
pokrzepiająco Terry - czarnowłosa siódmoklasistka, na której mało kto robił wrażenie.
Nie była typem zwykłej nastolatki. Lubiła jeździć na motorach, zawsze miała pełno blizn
i siniaków, które nikt nie wiedział skąd się brały, bo dziewczyna nie grała nawet
w Quidditcha. A szkoda, bo z tego co przed dwu laty mówił jej brat zanim wyszedł
z Hogwartu, wynikało, że była naprawdę świetną zawodniczką.
- Łatwo ci mówić, bo to nie twoja dziewczyna...
- Albo chłopak - wtrąciła rozbawiona Terry.
- ...właśnie, gapi się z maślanymi oczami na jakiegoś nauczyciela Obrony Przed Czarną Magią - poskarżył się Sean.
- Nie przejmuj się. On wcale nie jest znowu tak bardzo przystojny - jestem dziewczyną to
chyba wiem - tylko po prostu ma urok i wygląd słodkiego buntownika, który najwyraźniej
ma jakieś problemy, ale być może ukrywa je nawet przed samym sobą. Widać to po jego
smutnym spojrzeniu. Dziewczyny pewnie nawet nie wiedzą, że to dlatego. Działa tu ich instynkt
opiekuńczy. - Terry wzruszyła ramionami, a Sean wytrzeszczył oczy z podziwu.
- Powinnaś zostać psychologiem... - wymamrotał jakby przemawiał do ósmego cudu świata.
Savannah szybko ocknęła się odwróciła uwagę od plotkujących koleżanek.
Spojrzała groźnie na swojego chłopaka po czym przytuliła się mocno do niego
bacznie przyglądając się potencjalnej rywalce. Mulat trochę zaskoczony objął ją ramieniem,
ale mimo to wydawał się usatysfakcjonowany, że ostatecznie jego dziewczyna wybrała
go zamiast pogaduszek z przyjaciółkami na temat listy najprzystojniejszych nauczycieli,
a także uczniów Hogwartu. Dyskusji zdecydowanie przewodziła Lucy. Rox z Rose przysłuchiwały
się tylko od czasu do czasu wyrażając swoje opinie. Najwyraźniej w nawale rozmów
nikt nie słyszał reszty przemowy pani dyrektor. Jednak radosne "Smacznego!" usłyszeli już wszyscy.
Czułem, że mogę zjeść hipogryfa z kopytami. Szybko zapełniłem swój talerz wszystkim
po trochu podczas, gdy inni nieco bardziej wybredni rozmyślali nad tym czego spróbować
najpierw, czego potem, a czego wcale. Lily musiała być bardzo głodna, bo jej porcja
była prawie ta duża jak moja. Hugo za to jadł chyba jeszcze mniej od Victoire,
które miała w zwyczaju zjadać jednego ziemniaczka przez dwie godziny.
Po zjedzeniu kolacji wszyscy udali się do swoich Pokoi Wspólnych. W dormitorium
leżały już nasze rzeczy i koperty z planami lekcji na najbliższe półrocze.
Dormitorium dzieliłem razem z Seanem McLadem, Christopherem (Chrisem) Jacksonem
i Willem Ferrelem. Wszyscy po za Williamem zaczęliśmy wznosić oczy ku niebu
i płaczliwie błagać o litość. Nasz współlokator z przerażeniem dopadł swojej koperty
i od razu zrozumiał co się stało. Biedak padł na łóżko zrozpaczony zakrywając twarz
dłońmi wciąż trzymając kartkę.
- Za co?! - jęknął. Jeżeli w całej szkole miałbym wymienić jedną osobę, która nienawidzi
eliksirów bardziej ode mnie wymienił bym właśnie Willa. Jutro czekały nas trzy godziny
pod rząd z panem Tarvelsem i na domiar złego łączone z Ślizgonami!
Wyszedłem trochę się przewietrzyć zanim nastanie godzina policyjna. Dzisiaj mieliśmy
trochę więcej luzu, bo większość nauczycieli była zajęta przygotowaniami do roku szkolnego.
Na dworze było przyjemnie chłodno, ale nie na tyle żeby nie wyjść na krótkim rękawku.
No przynajmniej jak dla mnie, bo jakaś postać stojąca nad brzegiem jeziora miała
na sobie długi sweter i chustę na szyi. Podszedłem bliżej się przywitać.
Dziewczyna najwyraźniej nie podziewała się tu spotkać nikogo o tej porze,
bo moje "hej" wystraszyło ją na tyle, że prawie wpadłaby do wody gdybym nie przytrzymał
jej za ramię.
- Matko, ale mnie przestraszyłeś - powiedziała oglądając się na taflę wody, w której prawie
by upadła. Na wszelki wypadek odsunęła się parę kroków dalej.
- Przepraszam, nie chciałem. - Wymamrotałem zakłopotany.
- Och, w porządku. Nic się nie stało.
Ann faktycznie wydawała się nie być zła. Była zupełnym przeciwieństwem Gryfonek.
Każda moja kuzynka zrobiłaby mi za to taką awanturę, że bym do końca życia pamiętał
ten moment.
- Co robisz o tej porze na błoniach?
- Cóż, równie dobrze mógłbym o to samo spytać ciebie. Ale jeśli już musisz wiedzieć
to wyszedłem się trochę przewietrzyć zanim się położę. Mój żołądek nie był przygotowany
na taką porcję jedzenia.
Anne uśmiechnęła się rozbawiona.
- A ja po prostu lubię spacerować wieczorem po błoniach, ale jako, że to pierwszy dzień
jedyna opcja jaka mi pozostała to godzina 11:00 kiedy jest po kolacji i wstępnym rozpakowywaniu.
- Tak, rzeczy chłopaków walają się już po całym pokoju. Ja właściwie nawet nie tknąłem jeszcze
kufra. Za to Sean wyrzucił wszystko co miał na podłogę i sąsiednie łóżka, bo nie mógł
znaleźć szczoteczki. Ostatecznie chyba wyszło na to, że jej zapomniał. Mama pewnie przyśle
mu ją dopiero w przyszłym tygodniu, bo wątpię, że do tego czasu załatwi sobie nową.
- Ugh... Biedna Terry... - skrzywiła się Longbottom.
- Taa... Chyba ją ostrzegę z samego rana zanim zdąży mu się rzucić na szyję na powitanie.
- Myślę, że sama poczuje.
- A co dopiero po tygodniu!
- Dobra, Al! Zmieńmy temat! Jakim cudem nie jest ci zimno. Ja mam sweter a dygoczę jak
na kilkustopniowym mrozie.
- Normalnie. To ty jesteś takim zmarźlakiem. - Roześmiałem się na głos. Musiała mieć to po tacie.
Uczniowie czasami żartowali z profesora Longbottoma i jego nauszników i grubych wełnianych
czapek, które wciąż otrzymywał od babci. Jak na kobietę w jej wieku trzeba przyznać trzymała
się całkiem nieźle!
- Nieważne - wytknęła mi język. - Chodźmy już, bo zaraz tu zamarznę.
- Dobrze, że nie wpadłaś do wody, bo wtedy już w ogólne byłoby ci zimno. Przykro mi.
Nie pomyślałem o tym kiedy wychodziłem, że jakaś samotna dama będzie marznąć w ciepły
letni wieczór na dworze - odgryzłem się za język.
- Letni wieczór? Chyba coś ci się pomyliło, chłopcze. Mamy pierwszy września. Zaczęła się szkoła.
Oba te powody są dobre aby unicestwić twoją teorię.
Razem z Puchonką powędrowałem w stronę drzwi wejściowych. Rozstaliśmy się na schodach
życząc sobie dobrej nocy i słodkich snów. W Pokoju Wspólnym nie było już nikogo,
a ogień w kominku powoli przygasał. W dormitorium jedynie Chris jeszcze nie spał.
Przewracał się z boku na bok nie mogąc zasnąć. Miał tak za każdym razem, co roku
pierwszego dnia szkoły i pierwszego dnia w domu. Ale potem spał już jak zabity.
Tylko niestety budził pozostałych gdy wstawał wcześniej rano.
Ostatnią rzeczą jaką zdążyłem pomyśleć przed zaśnięciem było, żeby następnym razem brać
ze sobą płaszcz albo chociaż jakąś bluzę.


Ugh... Skończone xd Nie sądzę żeby wyszło to jakoś szczególnie dobrze,
ale na razie przynajmniej mniej więcej mieszczę się w terminie żeby dodawać notkę
około co tydzień. Zamiast Anne na początku miała być to Emily (nieśmiała dziewczyna od testrali),
ale doszłam do wniosku, że Al by jej nie zauważył. xd
Przepraszam za to zamieszanie z nowym nauczycielem, ale po prostu "zagra" go jeden
z moich ulubionych aktorów (widziałam z nim jeden film i na początku nei wiedziałam
nawet, że to on, ale przymknijmy na to oko) i nie mogłam przepuścić go do stołu
nauczycielskiego tak bez echa. :D
Mam nadzieję, że w miarę się podobało. Miłego czekania na dalszy ciąg.




16 komentarzy:

  1. Mwłahahahaha w końcu przeczytałam xD przeklęte krople ;p a więc tak widzę małe podobieństwo do pewnej osoby z zimnymi łapami ^^ ogólnie to rozdzialik ciekawy ... taki wprowadzający ;p zimno mi ;( pożycz łapy ;p

    OdpowiedzUsuń
  2. czyje podobieństwo i do kogo konkretnie? ^^ ty albo Dani mi przychodzicie do głowy jeśli chodzi o zimne łapy ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Możesz pisać notki trzy razy dłuższe? Bo cię po prostu uwielbiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. serio? matko... najpierw siostra przeczytała i mi zrobiła wysypkę komplemantów (no jedynie dorzuciła, że nie lubi Anne), a teraz ty... czuję się jakbyście to... przeceniały.
      Przecież to nie jest znowu aż takie dobre. Szczerze mówiąc rzekłabym przeciętne.
      Ale strasznie mi miło. Twój komentarz zawsze sprawia mi dużo radości! Co do notek - postaram się tak długie jak dam rade. Może w przerwie świątecznej będą dłuższe. Dzisiaj szczerze mówiąc czuję wenę, więc możliwe, że zaraz zacznę coś skrobać. :')
      Jena... znów się rozpisałam!

      Usuń
    2. Ja reaguję podobnie na twoje komplementy :D Jedyne co się stało to naprawdę mam jakiś rozjechany ten szablon o.O Wina przeglądarki czy co? Ratuj! :)

      Usuń
    3. Strasznie chciałbym ci pomóc,a le to labo zależy od przeglądarki albo do kompa. ;/
      Bo mi jak już mówiłam na lapie u siostry też się rozjeżdżał i na tablecie też zdeczka. ;c
      A u mnie jest w porządku. Może postaram się poszukać na to jakiejś rady w weekend, ale nie obiecuję, że uda mi się coś wskórać, bo ponoć "blogspot" już tak ma. PS. W karcie postaci dorzuciłam przed chwilą jedną nową. :)

      Usuń
    4. Ten śnieg jest taki uroczy <3 To pewnie mój przedpotopowy komputer -.- Zapraszam na 4 rozdział :)

      Usuń
    5. spoko mój tez jest przedpotopowy xd tak stary, że nie napiszę ile ma...
      preczytam później... narazie mam problem poważny i trochę jestem zbyt zestresowana żeby cokolwiek czytać.. :C

      Usuń
    6. Ojej :c Ja też ostatnio mam mnóstwo zawirowań i ciężko w życiu dlatego trzymaj się tam! :) :*

      Usuń
    7. Uwaga uwaga... Zaczęłam pisać nowe opowiadanie. Czuję, że zainteresuje także ciebie, dlatego zapraszam na stop-follow-me.blogspot.com
      Proszę o szczerą opinię, bo jestem ciekawa, czy opłaca mi się rozwijać ten wątek :) Oczywiście zaczekam aż uporasz się z życiem osobistym, do niczego nie zmuszam :)

      Usuń
    8. Ok, problem z głowy. W sumie nie był to problem wagi życia i śmierci, ale mama mogłaby być zła gdybym zgubiła telefon bo wypadł mi w mieście (znalazłam go w samochodzie). Także miała stresa. Ja miałam poważniejsze problemy z pół roku temu - zaczęły się dużo wcześniej, ale to pół roku temu zaczęło się naprawiać. No właściwie to około września. Napisałabym ci o co chodziło, bo osobie, której nie znam tak sosobiście z widzenia jakoś łatwiej by mi było powiedzieć (moje najlepsze przyjaciółki nie wiedzą, a cholernie im ufam xd) tylko nie bardzo tak na forum gdzie każdy może to przeczytać chciałabym to mówić. Rozumiesz.. A po za tym zaraz się wezmę za nowego bloga a na "starym" możliwe, że też jeszcze dzisiaj notkę przeczytam ;)

      Usuń
    9. Hmm czuję z tobą małe duchowe pokrewieństwo więc jeśli masz ochotę to możemy wymienić się gg czy czymś :D Dziękuję za miły komentarz :* Powiedz siostrze że pozdrawiam i zapraszam :D

      Usuń
    10. Ok :D Jestem za za wymianą. Mam nadzieję, że nie będziesz osobą ,z która potem przestanę pisać... Miałam już dwie takie pokrewen dusze i potem tak jakoś sie rozeszło. :c
      Gdzie ci napisać gg? Chyba, że walnę tutaj a potem usunę. Jak wolisz? :)

      Usuń
    11. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
  4. Widzę śnieg o.o'
    Może, jak piszesz w Wordzie, przyklejaj tekst do notatnika, a potem wrzucaj w posta? ._. Czasem coś w stylach się zepsuje, dlatego masz te przeskoki linijek. Jeśli przeklejasz tekst do notatnika, czyścisz wszystkie czcionki, kolory itp., a kiedy potem wklejasz ten już oczyszczony tekst do posta, przyjmuje od domyślne ustawienia formatowania na stronie. Niestety, takie ekscesy często zdarzają się na Blogspocie, wkurza mnie to :I

    OdpowiedzUsuń
  5. u mnie next ;) pleasedontbreathe.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń