Obudził mnie dźwięk uderzenia w łóżko. Podniosłem lekko głową mrucząc przy tym z niezadowolenia. Chris walnął przez przypadek w słupek od baldachimu, gdy się ubierał. Westchnąłem tylko ciężko i
z powrotem walnąłem głową w poduszkę. Christian zawsze musiał wstawać pół godziny szybciej niż wszyscy. Nikt nie wiedział po co,
ale tych jego nawyków nikt nie był w stanie pojąć. W łazience siedział dłużej od Lily i Rose razem wziętych (nie są one szczególnie ciężkimi przypadkami, ale połączenie ich pobytu w łazience razem daje już całkiem ładny wynik). Było to trochę sprzeczne, bo był jednocześnie strasznym bałaganiarzem a jednocześnie dbał o siebie bardziej niż jakikolwiek inny chłopak, którego znałem. Ale był naprawdę świetnym kumplem. W ogóle miałem fart co do chłopaków w pokoju. Słyszałem kilka historii jacy niektórzy potrafią być chamscy, irytujący albo „zabawni”. Zdecydowanie James należał do takich typków, także wiem co to znaczy chociaż nigdy nie mieszkałem z nim w jednym pomieszczeniu, ale wystarcza mi, że w domu mam obok niego sypialnię. Jednak dużo bardziej współczuję tym, którzy musieli go znosić przez te wszystkie lata w Hogwarcie.
Pół godziny później zadzwoniły trzy budziki. Zaczęły się jęki i stęki ubolewania nad porannym wstawaniem. Mimo to nie było źle. Chwilę
ponarzekaliśmy po czym podnieśliśmy się z łóżek i rozpoczęliśmy nasze poranne toalety i przebieranie się. Kiedy byliśmy w miarę ogarnięci i pozostało nam spakowanie się na lekcje, bo oczywiście dzień wcześniej nikomu się nie chciało, była 7:30. Lekcje zaczynały się dopiero o 9:00,
ale za pół godziny miało być śniadanie. Spakowałem podręczniki zgodnie z planem doskonale wiedząc, że prawdziwe lekcje zaczną się dopiero w przyszłym tygodniu, bo wszyscy muszę nam poprzypominać regulamin i jakieś inne tym podobne rzeczy. No i nikt nie będzie zawracał sobie głowy jeden dzień przed weekendem. Za dziesięć ósma wyszliśmy z dormitorium i zbiegliśmy po schodach do Wielkiej Sali.
Dosiedliśmy się do kilku znajomych. Savannah zeszła chwilę później rozmawiając o czymś z Rox i Lucy. Gdy doszły do nas nachyliła się nad stołem by pocałować na powitanie swojego chłopaka. Chris miał zapasową szczoteczkę i podarował ją Seanowi, więc skończyło się bez ostrzegania Savannah’y. Jak Christian powiedział „nie zrobił tego, bo jest dobrym kumplem i chciał mu pomóc tylko dlatego, że troszczył się o własne dobro, bo wie, że by tego nie zniósł mając łóżko obok niego,
więc nie ma dziękować”. Ale uśmiechnął się na koniec co oznaczało,
że mimo wszystko zrobił to też jednak troszkę dlatego, że był dobrym kumplem. Wszyscy zabrali się za nakładani sobie jedzenia. Włożyłem sobie jajecznicę i dwa plastry bekonu. Obok pomidor, a na koniec dwa tosty z dżemem, które popiłem herbatą. Kolejne dwa wziąłem na wynos i schowałem do torby w razie gdybym zgłodniał przed następnym posiłkiem co było dość prawdopodobne. Do Roxanne i Lily przyleciały sowy z nowym wydaniem Proroka Codziennego. Miały wykupione prenumeratę i dostawały wszystkie numery. Rox lubiła wiedzieć co się dzieje, a Lily nie chciała by ominęło ją coś ważnego, chociaż pewnie i tak od razu dowiedziałaby się od innych przy śniadaniu.
- Wow… - mruknęła Rox czytając nagłówek na pierwszej stronie. – Jakiś psychopata wystrzelał z Avady siedmiu mugoli w tym trójkę dzieci.
- Co? – Spytałem zdziwiony.
- Masz, sam przeczytaj – podała mi gazetę. – Ja przeczytam w przerwie między lekcjami albo na historii.
- Dzięki – odparłem i pogrążyłem się w lekturze.
z powrotem walnąłem głową w poduszkę. Christian zawsze musiał wstawać pół godziny szybciej niż wszyscy. Nikt nie wiedział po co,
ale tych jego nawyków nikt nie był w stanie pojąć. W łazience siedział dłużej od Lily i Rose razem wziętych (nie są one szczególnie ciężkimi przypadkami, ale połączenie ich pobytu w łazience razem daje już całkiem ładny wynik). Było to trochę sprzeczne, bo był jednocześnie strasznym bałaganiarzem a jednocześnie dbał o siebie bardziej niż jakikolwiek inny chłopak, którego znałem. Ale był naprawdę świetnym kumplem. W ogóle miałem fart co do chłopaków w pokoju. Słyszałem kilka historii jacy niektórzy potrafią być chamscy, irytujący albo „zabawni”. Zdecydowanie James należał do takich typków, także wiem co to znaczy chociaż nigdy nie mieszkałem z nim w jednym pomieszczeniu, ale wystarcza mi, że w domu mam obok niego sypialnię. Jednak dużo bardziej współczuję tym, którzy musieli go znosić przez te wszystkie lata w Hogwarcie.
Pół godziny później zadzwoniły trzy budziki. Zaczęły się jęki i stęki ubolewania nad porannym wstawaniem. Mimo to nie było źle. Chwilę
ponarzekaliśmy po czym podnieśliśmy się z łóżek i rozpoczęliśmy nasze poranne toalety i przebieranie się. Kiedy byliśmy w miarę ogarnięci i pozostało nam spakowanie się na lekcje, bo oczywiście dzień wcześniej nikomu się nie chciało, była 7:30. Lekcje zaczynały się dopiero o 9:00,
ale za pół godziny miało być śniadanie. Spakowałem podręczniki zgodnie z planem doskonale wiedząc, że prawdziwe lekcje zaczną się dopiero w przyszłym tygodniu, bo wszyscy muszę nam poprzypominać regulamin i jakieś inne tym podobne rzeczy. No i nikt nie będzie zawracał sobie głowy jeden dzień przed weekendem. Za dziesięć ósma wyszliśmy z dormitorium i zbiegliśmy po schodach do Wielkiej Sali.
Dosiedliśmy się do kilku znajomych. Savannah zeszła chwilę później rozmawiając o czymś z Rox i Lucy. Gdy doszły do nas nachyliła się nad stołem by pocałować na powitanie swojego chłopaka. Chris miał zapasową szczoteczkę i podarował ją Seanowi, więc skończyło się bez ostrzegania Savannah’y. Jak Christian powiedział „nie zrobił tego, bo jest dobrym kumplem i chciał mu pomóc tylko dlatego, że troszczył się o własne dobro, bo wie, że by tego nie zniósł mając łóżko obok niego,
więc nie ma dziękować”. Ale uśmiechnął się na koniec co oznaczało,
że mimo wszystko zrobił to też jednak troszkę dlatego, że był dobrym kumplem. Wszyscy zabrali się za nakładani sobie jedzenia. Włożyłem sobie jajecznicę i dwa plastry bekonu. Obok pomidor, a na koniec dwa tosty z dżemem, które popiłem herbatą. Kolejne dwa wziąłem na wynos i schowałem do torby w razie gdybym zgłodniał przed następnym posiłkiem co było dość prawdopodobne. Do Roxanne i Lily przyleciały sowy z nowym wydaniem Proroka Codziennego. Miały wykupione prenumeratę i dostawały wszystkie numery. Rox lubiła wiedzieć co się dzieje, a Lily nie chciała by ominęło ją coś ważnego, chociaż pewnie i tak od razu dowiedziałaby się od innych przy śniadaniu.
- Wow… - mruknęła Rox czytając nagłówek na pierwszej stronie. – Jakiś psychopata wystrzelał z Avady siedmiu mugoli w tym trójkę dzieci.
- Co? – Spytałem zdziwiony.
- Masz, sam przeczytaj – podała mi gazetę. – Ja przeczytam w przerwie między lekcjami albo na historii.
- Dzięki – odparłem i pogrążyłem się w lekturze.
Prorok Codzienny
Z ŚWIĘTEGO MUNGA UCIEKŁ PSYCHICZNIE CHORY MĘŻCZYZNA! ZABIŁ SIEDMIU MUGOLI!
[CZYTAJ DALEJ NA STR. 5]
Z szpitala dla czarodziei i czarownic w Londynie uciekł obłąkany pacjent, którego zatrzymano po brutalnym zaatakowaniu kolegi w Hogwarcie w 2009 roku podczas jego VII roku nauki.
Dennis P. zmarł godzinę później na skutek ciężkich obrażeń oraz utraty sporej ilości krwi. Uzdrowiciele robili co w ich mocy, ale jak sami mówili przy tak dużych obrażeniach nawet magia nie wiele była w stanie zdziałać. „Chłopaka praktycznie można było nazwać martwym już godzinę przed jego śmiercią. Najprawdopodobniej o jego śmierci zadecydowało użycie zaklęcia Cruciatus. Szesnastolatek był na tyle wycieńczony, bezsilny i poraniony, że owe zaklęci zamiast zadać mu ból dodatkowo go dobiło i cóż… było niemalże dosłownie gwoździem do trumny” – skomentowała sytuację trzynaście lat temu Margaret Betsy, magomedyk prowadzący. Derek Edge (o którym mowa) był pod opieką psychologa, więc tuż przed procesem został zbadany przez psychiatrę Wizengamotu, który stwierdził u niego zaburzenia afektywne, manię. Mania charakteryzuje się nadmierną aktywnością, pobudzeniem, napadami wściekłości a czasem nawet skłonnościami do agresji. Udało się ustalić, że ojciec młodego Dereka Edge’a bił go a także jego matkę. Dopiero gdy zaczęto prowadzić dochodzenie w sprawie nastolatka wyszło na jaw, że kilka tygodni wcześniej zamordował swojego ojca i na wszelki wypadek z obawy, że mimo zrozumienia ze strony matki wyda go ona aurorom, rzucił na nią klątwę Imperius. Z powodu problemów psychicznych nie został skazany na dożywocie do Azkabanu.
Umieszczono go w specjalnej sali w Świętym Mungu pod obserwacją specjalistów i z nakazem strzeżenia wstępu do owego pomieszczenia przez jednego z aurorów.
Trzydziestolatek uciekł dziś w nocy z 01.09.22 na 02.09.2022 z swojej sali na piątym piętrze. Od razu po zorientowaniu się dyżurujący auror wezwał pomoc i ogłosił alarm.
Przed szpitalem udało nam się zastać Szefa Biura Aurorów, pana Harry’ego Pottera. Spytaliśmy jakim cudem przestępcy po 13 latach nagle udało się uciec z dobrze zabezpieczonej i strzeżonej celi.
- Naszemu funkcjonariuszowi nie było wolno wchodzić do sali pacjenta jeśli nie działo się nic złego. Mógł to zrobić tylko i wyłącznie w nagłej sytuacji takiej jak napad na jednego z uzdrowicieli lub innych pracowników szpitala. Żaden z magomedyków nie zauważył, że Derek Edge przygotowuje i przechowuje w szafce w łazience eliksir wielosokowy. Przebrany za jedną z osób szpitalnego personelu bez problemu opuścił teren szpitala. Auror, który miał wtedy służbę nie zauważył nic nadzwyczajnego ani jego wyglądzie ani zachowaniu. Dopiero gdy pomocnica uzdrowiciela nie wychodziła z pokoju przez pół godziny
zaniepokojony tą sytuacją wszedł do środka. Na podłodze leżało ciało Edge’a, ale ofierze została podana zbyt mała dawka eliksiru przez co tuż po wezwaniu magomedyków postać zaczęła przybierać swój prawdziwy kształt ciała Belindy G.
Potem dostałem zawiadomienie z Ministerstwa o ataku na mugoli w centralnej części Londynu. Nasi ludzie już zajęli się tą sprawą.
Na razie badamy miejsce zbrodni i szukamy tropów. Najprawdopodobniej zbieg użył teleportacji dlatego jest ścigany w całym kraju. Zostali też powiadomieni premier Wielkiej Brytanii,
a także przedstawiciele władzy czarodziejskiej w innych krajach Europy. Podejrzewamy udział osób trzecich w ucieczce Edge’a.
Niewykluczone, że pomagał mu jeden z pracowników szpitala, który dostarczał mu składników potrzebnych do sporządzenia eliksiru wielosokowego.
Zabójstwo upozorowano na atak zwykłego mugola,
uzbrojonego w nóż i pistolet. Zmodyfikowano pamięć piętnaściorgu świadków, a także zmieniono zapis z miejscowych kamer,
które zarejestrowały wydarzenie. Przypominamy, że w tragedii zginęło troje dzieci oraz czworo dorosłych, łącznie siedmiu mugoli.
Prorok Codzienny będzie na bieżąco padał i relacjonował sprawę.
Koniecznie kup kolejne wydanie Proroka Codziennego!
Z ŚWIĘTEGO MUNGA UCIEKŁ PSYCHICZNIE CHORY MĘŻCZYZNA! ZABIŁ SIEDMIU MUGOLI!
[CZYTAJ DALEJ NA STR. 5]
Z szpitala dla czarodziei i czarownic w Londynie uciekł obłąkany pacjent, którego zatrzymano po brutalnym zaatakowaniu kolegi w Hogwarcie w 2009 roku podczas jego VII roku nauki.
Dennis P. zmarł godzinę później na skutek ciężkich obrażeń oraz utraty sporej ilości krwi. Uzdrowiciele robili co w ich mocy, ale jak sami mówili przy tak dużych obrażeniach nawet magia nie wiele była w stanie zdziałać. „Chłopaka praktycznie można było nazwać martwym już godzinę przed jego śmiercią. Najprawdopodobniej o jego śmierci zadecydowało użycie zaklęcia Cruciatus. Szesnastolatek był na tyle wycieńczony, bezsilny i poraniony, że owe zaklęci zamiast zadać mu ból dodatkowo go dobiło i cóż… było niemalże dosłownie gwoździem do trumny” – skomentowała sytuację trzynaście lat temu Margaret Betsy, magomedyk prowadzący. Derek Edge (o którym mowa) był pod opieką psychologa, więc tuż przed procesem został zbadany przez psychiatrę Wizengamotu, który stwierdził u niego zaburzenia afektywne, manię. Mania charakteryzuje się nadmierną aktywnością, pobudzeniem, napadami wściekłości a czasem nawet skłonnościami do agresji. Udało się ustalić, że ojciec młodego Dereka Edge’a bił go a także jego matkę. Dopiero gdy zaczęto prowadzić dochodzenie w sprawie nastolatka wyszło na jaw, że kilka tygodni wcześniej zamordował swojego ojca i na wszelki wypadek z obawy, że mimo zrozumienia ze strony matki wyda go ona aurorom, rzucił na nią klątwę Imperius. Z powodu problemów psychicznych nie został skazany na dożywocie do Azkabanu.
Umieszczono go w specjalnej sali w Świętym Mungu pod obserwacją specjalistów i z nakazem strzeżenia wstępu do owego pomieszczenia przez jednego z aurorów.
Trzydziestolatek uciekł dziś w nocy z 01.09.22 na 02.09.2022 z swojej sali na piątym piętrze. Od razu po zorientowaniu się dyżurujący auror wezwał pomoc i ogłosił alarm.
Przed szpitalem udało nam się zastać Szefa Biura Aurorów, pana Harry’ego Pottera. Spytaliśmy jakim cudem przestępcy po 13 latach nagle udało się uciec z dobrze zabezpieczonej i strzeżonej celi.
- Naszemu funkcjonariuszowi nie było wolno wchodzić do sali pacjenta jeśli nie działo się nic złego. Mógł to zrobić tylko i wyłącznie w nagłej sytuacji takiej jak napad na jednego z uzdrowicieli lub innych pracowników szpitala. Żaden z magomedyków nie zauważył, że Derek Edge przygotowuje i przechowuje w szafce w łazience eliksir wielosokowy. Przebrany za jedną z osób szpitalnego personelu bez problemu opuścił teren szpitala. Auror, który miał wtedy służbę nie zauważył nic nadzwyczajnego ani jego wyglądzie ani zachowaniu. Dopiero gdy pomocnica uzdrowiciela nie wychodziła z pokoju przez pół godziny
zaniepokojony tą sytuacją wszedł do środka. Na podłodze leżało ciało Edge’a, ale ofierze została podana zbyt mała dawka eliksiru przez co tuż po wezwaniu magomedyków postać zaczęła przybierać swój prawdziwy kształt ciała Belindy G.
Potem dostałem zawiadomienie z Ministerstwa o ataku na mugoli w centralnej części Londynu. Nasi ludzie już zajęli się tą sprawą.
Na razie badamy miejsce zbrodni i szukamy tropów. Najprawdopodobniej zbieg użył teleportacji dlatego jest ścigany w całym kraju. Zostali też powiadomieni premier Wielkiej Brytanii,
a także przedstawiciele władzy czarodziejskiej w innych krajach Europy. Podejrzewamy udział osób trzecich w ucieczce Edge’a.
Niewykluczone, że pomagał mu jeden z pracowników szpitala, który dostarczał mu składników potrzebnych do sporządzenia eliksiru wielosokowego.
Zabójstwo upozorowano na atak zwykłego mugola,
uzbrojonego w nóż i pistolet. Zmodyfikowano pamięć piętnaściorgu świadków, a także zmieniono zapis z miejscowych kamer,
które zarejestrowały wydarzenie. Przypominamy, że w tragedii zginęło troje dzieci oraz czworo dorosłych, łącznie siedmiu mugoli.
Prorok Codzienny będzie na bieżąco padał i relacjonował sprawę.
Koniecznie kup kolejne wydanie Proroka Codziennego!
Po skończeniu artykułu czułem się nieco wstrząśnięty. Tata nawet nie zdążył nas zawiadomić. Czułem się trochę dziwnie, że dowiadywałem się takich rzeczy z gazety tak jak pozostali uczniowie, ale rozumiałem to. W szkole nie można było używać urządzeń elektronicznych i tym podobnych, więc jedynym najszybszym połączeniem był kominek, ale tata na bank i tak nie miał teraz czasu z nami pogadać.
- Ojciec pewnie ma urwanie głowy w pracy i jak mniemam nawet nie dzwonił jeszcze do mamy.
- Kiepska sprawa… - przyznała Rox, przerywając rozmowę z Lucy na temat owego morderstwa. Nie trzeba było się zbytnio przysłuchiwać żeby wiedzieć, że wszyscy obecni mówili tylko o tym.
- Napisali tam coś więcej? – spytała Luc kiwając głową w stronę gazety.
- Jest wzmianka o jego przeszłości, ale zaraz spóźnimy się na lekcję.
Przeczytacie sobie same za godzinę.
- Racja. Wszyscy się zbierają a lekcje rozpoczynają się za niecałe dziesięć minut. Biorąc pod uwagę, że mamy zielarstwo może nam to nie wystarczyć na dotarcie do celu.
Obie zerwały się z miejsc i podbiegły do drzwi zarzucając sobie torby na ramiona by dogonić bliźniaków Scamanderów.
Sam też chwyciłem teczkę i pomaszerowałem samotnie w stronę klasy Eliksirów. Już od wejścia do sali spojrzał na mnie nienawistnie. On mnie serio nie znosił! Zawsze miał swoich ulubieńców i zdecydowanie nie należałem do nich ja. Roxanne też wkurzał, bo powinna mieć W a miała PO tylko dlatego, że była Weasley i z Gryffindoru. A on dobre stopnie stawiał każdemu tylko nie Gryfonom.
- Witam. Mam nadzieję, że wypoczęliście w wakacje, bo w tym roku zamierzam…
- Urządzić wam piekło na ziemi. – Dokończyłem za nauczyciela przedrzeźniając go.
- Czyżby pan Potter chciał nam coś powiedzieć? – Spytał tym swoim niby niewinnym tonem jednocześnie ciskając błyskawice z oczu.
Och co za ironia… Błyskawice! Taty blizna teraz zacznie mi o nim przypominać. Ugh…
- Nie panie profesorze – odparłem sucho nie mogąc zdobyć się na milszy ton. Honor mi nie pozwalał.
- A jednak wydaje mi się, że coś mówiłeś. Może powtórzysz tak żeby cała klasa słyszała?
Po sali przeszedł szmer chichotów Ślizgonów. Zaczynało mnie to denerwować, ale trochę głupio by było dostać szlaban pierwszego dnia szkoły na pierwszej lekcji.
- Mówiłem tylko, że strasznie mi się podoba pana jakże modny w tym sezonie krawat w zielone groszki – rzuciłem z lekko wyczuwalną nutą sarkazmu.
- Cieszę się, że ci się podoba, ale nie wolno odzywać się na lekcji nie proszonym. Gryffindor minus 10 punktów.
I dobrze, pomyślałem.
- Zabawne. Pewnie nawet jeszcze nie ma wam z czego ubyć punktów co Gryfoni? – spytał z tym swoim ironicznym uśmieszkiem.
- Och, przykro mi, ale Rose już o to zadbała żeby było z czego odejmować – odciąłem się.
- No cóż... Chyba nie pozwolimy by praca panny Weasley poszła na marne.
Rose siedziała cicho. Nie sądzę żeby miała do mnie pretensje, że ją wciągnąłem. I tak jej nic nie zrobi dopóki nie zacznie pyskować i odzywać się nie proszona. A tego na pewno nie zrobi.
- W takim razie Potter szlaban. Przez miesiąc w soboty dwie godziny zmywania podłogi na korytarzach i mycie ki... toalet. Męskich rzecz jasna.
Jego uśmiech zszedł mu z twarzy i teraz nie ukrywał już, że jest zły.
- Panie profesorze jestem pewna, że Albus nie chciał pana urazić – wymamrotała Rose ze spuszczoną głową obawiając się kary.
Prawie spadłem z krzesła ze zdziwienia.
- Och… Widzę, że panna Weasley również chętnie poudziela się społecznie.
- Skoro tamte punkty zostały zdobyte przez nią to nie lepiej je odjąć? Po za tym ona nic nie zrobiła. A już na pewno nie coś co za co można dostać szlaban.
- Założysz się Potter? – Spytał ironicznie Scorpius. Rzuciłem mu wyzywające i rozeźlone spojrzenie po czym znów skierowałem się w stronę nauczyciela, który najwyraźniej tego akurat nie usłyszał.
- Za pyskowanie oboje szlaban! I nie chcę słyszeć żadnego sprzeciwu! A no i minus 10 punktów oczywiście.
Zależało mu żeby mi dokopać! Dobra faktycznie powiedziałem
coś… nie miłego, no ale Rose nie zrobiła nic! Nie spodziewałem się, że stanie w mojej obronie. Zawsze wykorzystywałem (jakoś to nieładnie brzmi jak się tak nazwie – no nie ukrywajmy – rzeczy po imieniu…) ją żeby się przed nim bronić, a ona tylko siedziała cicho i żadna krzywda jej się nie działa. No ale dzisiaj się odezwała i przeze mnie dostał jej się szlaban…
- Rose… - pociągnąłem ją za łokieć gdy wyszliśmy z sali. – Przepraszam. To moja wina. Jakbym siedział cicho tak jak ty żadne z nas nie miałoby teraz przerąbane.
- Daj spokój, Al. Mogło być dużo gorzej i dobrze o tym wiesz, bo nie raz dostawałeś od niego gorsze kary. – Uśmiechnęła się pocieszająco.
- Posprzątam wszystko za ciebie. Serio, obiecuję!
- Al., przecież ty się nie nadajesz do sprzątania. Na prawdę wszystko w porządku. W końcu sama się wkręciłam w to bagno. Nawet to, że powiedziałeś o tych punktach nie miało tu znaczenia. Gdybym stanęła w twojej obronie tak czy siak dostałabym szlaban. Nie gniewam się, ale mam nadzieję, że następnym razem nie będę musiała tego robić – pogroziła mi palcem i odeszła.
Wiedziała, że to jedna z najgorszych rzeczy o jakie może mnie prosić – żebym był grzeczny kiedy ten stary kapeć mnie obraża!
Jakby tego było mało to nie jest mój ostatni rok z nim… Rox to ma farta!
Bardzo przepraszam za wszystkie usterki związane z tekstem. -,-
Z jakiegos powodu tytuł artykułu nie chce mi się ustawić na środku, a jak wklejam
z worda to jest jakiś problem z czcionakami... Nie ogarniam tego. -,-
Ale rozdział jest i jako tako chyba da sie czytać, więc mam nadzieję, że dacie radę.
- Ojciec pewnie ma urwanie głowy w pracy i jak mniemam nawet nie dzwonił jeszcze do mamy.
- Kiepska sprawa… - przyznała Rox, przerywając rozmowę z Lucy na temat owego morderstwa. Nie trzeba było się zbytnio przysłuchiwać żeby wiedzieć, że wszyscy obecni mówili tylko o tym.
- Napisali tam coś więcej? – spytała Luc kiwając głową w stronę gazety.
- Jest wzmianka o jego przeszłości, ale zaraz spóźnimy się na lekcję.
Przeczytacie sobie same za godzinę.
- Racja. Wszyscy się zbierają a lekcje rozpoczynają się za niecałe dziesięć minut. Biorąc pod uwagę, że mamy zielarstwo może nam to nie wystarczyć na dotarcie do celu.
Obie zerwały się z miejsc i podbiegły do drzwi zarzucając sobie torby na ramiona by dogonić bliźniaków Scamanderów.
Sam też chwyciłem teczkę i pomaszerowałem samotnie w stronę klasy Eliksirów. Już od wejścia do sali spojrzał na mnie nienawistnie. On mnie serio nie znosił! Zawsze miał swoich ulubieńców i zdecydowanie nie należałem do nich ja. Roxanne też wkurzał, bo powinna mieć W a miała PO tylko dlatego, że była Weasley i z Gryffindoru. A on dobre stopnie stawiał każdemu tylko nie Gryfonom.
- Witam. Mam nadzieję, że wypoczęliście w wakacje, bo w tym roku zamierzam…
- Urządzić wam piekło na ziemi. – Dokończyłem za nauczyciela przedrzeźniając go.
- Czyżby pan Potter chciał nam coś powiedzieć? – Spytał tym swoim niby niewinnym tonem jednocześnie ciskając błyskawice z oczu.
Och co za ironia… Błyskawice! Taty blizna teraz zacznie mi o nim przypominać. Ugh…
- Nie panie profesorze – odparłem sucho nie mogąc zdobyć się na milszy ton. Honor mi nie pozwalał.
- A jednak wydaje mi się, że coś mówiłeś. Może powtórzysz tak żeby cała klasa słyszała?
Po sali przeszedł szmer chichotów Ślizgonów. Zaczynało mnie to denerwować, ale trochę głupio by było dostać szlaban pierwszego dnia szkoły na pierwszej lekcji.
- Mówiłem tylko, że strasznie mi się podoba pana jakże modny w tym sezonie krawat w zielone groszki – rzuciłem z lekko wyczuwalną nutą sarkazmu.
- Cieszę się, że ci się podoba, ale nie wolno odzywać się na lekcji nie proszonym. Gryffindor minus 10 punktów.
I dobrze, pomyślałem.
- Zabawne. Pewnie nawet jeszcze nie ma wam z czego ubyć punktów co Gryfoni? – spytał z tym swoim ironicznym uśmieszkiem.
- Och, przykro mi, ale Rose już o to zadbała żeby było z czego odejmować – odciąłem się.
- No cóż... Chyba nie pozwolimy by praca panny Weasley poszła na marne.
Rose siedziała cicho. Nie sądzę żeby miała do mnie pretensje, że ją wciągnąłem. I tak jej nic nie zrobi dopóki nie zacznie pyskować i odzywać się nie proszona. A tego na pewno nie zrobi.
- W takim razie Potter szlaban. Przez miesiąc w soboty dwie godziny zmywania podłogi na korytarzach i mycie ki... toalet. Męskich rzecz jasna.
Jego uśmiech zszedł mu z twarzy i teraz nie ukrywał już, że jest zły.
- Panie profesorze jestem pewna, że Albus nie chciał pana urazić – wymamrotała Rose ze spuszczoną głową obawiając się kary.
Prawie spadłem z krzesła ze zdziwienia.
- Och… Widzę, że panna Weasley również chętnie poudziela się społecznie.
- Skoro tamte punkty zostały zdobyte przez nią to nie lepiej je odjąć? Po za tym ona nic nie zrobiła. A już na pewno nie coś co za co można dostać szlaban.
- Założysz się Potter? – Spytał ironicznie Scorpius. Rzuciłem mu wyzywające i rozeźlone spojrzenie po czym znów skierowałem się w stronę nauczyciela, który najwyraźniej tego akurat nie usłyszał.
- Za pyskowanie oboje szlaban! I nie chcę słyszeć żadnego sprzeciwu! A no i minus 10 punktów oczywiście.
Zależało mu żeby mi dokopać! Dobra faktycznie powiedziałem
coś… nie miłego, no ale Rose nie zrobiła nic! Nie spodziewałem się, że stanie w mojej obronie. Zawsze wykorzystywałem (jakoś to nieładnie brzmi jak się tak nazwie – no nie ukrywajmy – rzeczy po imieniu…) ją żeby się przed nim bronić, a ona tylko siedziała cicho i żadna krzywda jej się nie działa. No ale dzisiaj się odezwała i przeze mnie dostał jej się szlaban…
- Rose… - pociągnąłem ją za łokieć gdy wyszliśmy z sali. – Przepraszam. To moja wina. Jakbym siedział cicho tak jak ty żadne z nas nie miałoby teraz przerąbane.
- Daj spokój, Al. Mogło być dużo gorzej i dobrze o tym wiesz, bo nie raz dostawałeś od niego gorsze kary. – Uśmiechnęła się pocieszająco.
- Posprzątam wszystko za ciebie. Serio, obiecuję!
- Al., przecież ty się nie nadajesz do sprzątania. Na prawdę wszystko w porządku. W końcu sama się wkręciłam w to bagno. Nawet to, że powiedziałeś o tych punktach nie miało tu znaczenia. Gdybym stanęła w twojej obronie tak czy siak dostałabym szlaban. Nie gniewam się, ale mam nadzieję, że następnym razem nie będę musiała tego robić – pogroziła mi palcem i odeszła.
Wiedziała, że to jedna z najgorszych rzeczy o jakie może mnie prosić – żebym był grzeczny kiedy ten stary kapeć mnie obraża!
Jakby tego było mało to nie jest mój ostatni rok z nim… Rox to ma farta!
Bardzo przepraszam za wszystkie usterki związane z tekstem. -,-
Z jakiegos powodu tytuł artykułu nie chce mi się ustawić na środku, a jak wklejam
z worda to jest jakiś problem z czcionakami... Nie ogarniam tego. -,-
Ale rozdział jest i jako tako chyba da sie czytać, więc mam nadzieję, że dacie radę.