sobota, 1 grudnia 2012

1. W stronę Hogwartu

Ku edukacji!
- Taki pomysł na nazwę rozdziału też mi przyszedł do głowy, ale nie wiem czy jest lepszy. :D
Obiecałam dodać rozdział, jak dostanę szablon, ale nie sądziłam, że nastąpi to
jeszcze tego samego dnia.
Myślę, że rozdział wyszedł mi całkiem długi. czy ciekawy to nie wiem. Nie dzieje się
w nim zbyt dużo, ale to dopiero początek. początki zawsze są nudne. ;)
Mam nadzieję, że w dalszej części historii się to zmieni. Rzadko miewam pomysły
na fabułę. Teraz też go nie mam i jak to ja mówię "idę na żywioł".
Ale mam pomysł skąd pomysł na fabułę wziąć! Czyli inaczej jak fabułę zdobyć!
Ale nie powiem wam, bo bym to troszkę zepsuła. Jedno osoba co prawda go zna,
bo wtedy jeszcze nie myślałam, że faktycznie go wykorzystam (teraz w prawdzie też
nie jestem pewna) no i ten pomysł trochę się... tak jakby zmodyfikował.
Chciałam coś... A! Chciałam powiedzieć, że kiedyś roczniki potomków Weasley'ów
w internecie prezentowały się inaczej i bardziej mi odpowiadały niż te,
które są teraz (nie wiem jak data urodzenia może się zmienić, no ale najwidoczniej ktoś
podał fałszywe informacje) dlatego te daty, które są 100%-towo pewne zostawiłam,
a resztę dopasowałam do siebie. Uznałam, że tak na wszelki wypadek wolę to wyjaśnić,
bo być może ktoś tak samo bardzo jak ja nie lubi, gdy nazbyt zmienia się fabułę oryginału
(np. Ron zdradza Hermionę, George ma jeszcze jedno dziecko - nie ze związku z Angeliną,
z którą jest rozwiedziony i tego typu rzeczy).
A no i jeszcze jedno o czym już tak jakby wspomniałam (ukryte między wierszami ^^),
jeśli byli byście tak mili i zechcieli mi podać np. w komentarzach jakieś wasze ulubione piosenki.
Obojętnie jakie byle tekst był z sensem. :)
No to chyba wszystko.
Chciałam serdecznie podziękować Alatum za wykonanie tak wspaniałego szablonu!
jeszcze raz bardzo dziękuję!
PS. Szablon nie wiem czy dobrze ustawiłam także za wszelkie usterki przepraszam.
Jeśli coś będzie nie tak postaram się to naprawić.
PS2. Nad kartą postaci pracuję. Na razie macie Albusa na zdjęciu w szablonie.




Ruszyłem biegiem w stronę pociągu. Tradycyjnie mało co się nie spóźniłem,
choć na peronie byłem pół godziny przed czasem. Jak co roku tuż przed odjazdem mama
miała mi bardzo dużo do powiedzenia, a w momencie, gdy lokomotywa zaczynała odjeżdżać
musiała mi jeszcze dać kilka całusów na pożegnanie! W sumie i tak nie byłem w złej sytuacji.
Lily praktycznie trzeba było porwać. I to dosłownie. Chwyciłem ją za jedną rękę, a James
za drugą i unieśliśmy ją do góry dosłownie wyrywając ją z uścisku mamy.
Tata z wujkiem Ronem już ładowali nasze walizki do środka. Gdy udało nam się przemycić
Lily do przedziału, gdzie była po za zasięgiem uścisku mamy a jedynie w zasięgu jej wzroku, musieliśmy jeszcze uratować Hugo i Rose. Tam poszło trochę łatwiej. Na ogół mama i ciocia
Hermiona nie przeżywały tego aż tak bardzo, ale w zeszłym roku jakiś Ślizgon przyczepił się
do dwójki najmłodszych z rodziny Weasley’ów i Potterów, co sprawiło, że obie stały się zdecydowanie zbyt nadopiekuńcze. Oczywiście mnie i James’owi dostał się ochrzan,
że ich nie upilnowaliśmy. Rose oberwało się nieco mniej, bo była dziewczyną no i przecież ona przy całym tym nawale nauki mogła faktycznie nie zauważyć, że z jej bratem dzieje się coś złego. Skąd miałem wiedzieć, że ktoś ich prześladuje? Nie będę łaził za Lily krok w krok,
a sama nie chciała kablować i uznała, że poradzą sobie z Hugo sami. Hugo nie był do końca
tego samego zdania i zwrócił się z prośbą o pomoc do James’a, który uchodził za takiego co to sobie radzi w takich sprawach. A ten kretyn zamiast faktycznie im pomóc poradził Hugonowi żeby nie dał sobą pomiatać i żeby był mężczyzną, więc młody raz nie wytrzymał i rzucił się na tego przygłupa. Nie dość, że cała wina za bójkę spadła na niego to jeszcze do końca roku prawie wszyscy Ślizgoni się z niego naśmiewali, bo oczywiście przegrał.
Nawet mi go szkoda, bo w ogóle sobie na to nie zasłużył. Miał pecha, że nie był zbyt mocnej budowy, a w szkole też nie radził sobie najlepiej.  Nawet postanowiłem mu jakoś pomóc 
w tym roku. Ale tym zajmę się jak już dojedziemy na miejsce.
            Usiadłem w przedziale obok Lily, a naprzeciwko nas Rose z Hugo. Pomachaliśmy
rodzicom na pożegnanie. James jak zwykle się wydurniał.  W tym roku skończył Hogwart.
Nie do końca miał pomysł na siebie, ale nie bardzo się tym przejmował. Albo po prostu tak dobrze udawał. No ale coś robić musiał. Postanowił spróbować Quidditcha.
W październiku miał wyjechać do Szkocji razem z jakąś drużyną na treningi.
- Chcecie w coś zagrać? – Spytała Lily. – Dziadek nauczył mnie grać w taką mugolską grę
z kartami. Mogę was nauczyć.
- Wolałbym szachy. Chyba mam nawet w torbie. – Uśmiechnąłem się i zacząłem szukać.
Często nosiłem ze sobą taką „wersję mini” i graliśmy z Rose na przerwach, kiedy się nie uczyła. Ale to się zdarzało rzadko, więc najczęściej towarzyszyli mi koledzy z klasy.
- Ale to jest tylko dla dwóch osób, a nas tu siedzi czwórka – przypomniała mała.
- Racja – przytaknęła Rose. – W takim razie może ty zagrasz z Hugo, a ja z Albusem, a potem
się zamienimy?
- Może być – zgodził się beznamiętnie Hugo.
            Po godzinie jazdy kiedy zdążyliśmy już zagrać w obie gry i w różnych parach mieliśmy już dosyć i kart i szachów. Widać zabawki nie cieszyły nas długo i musieliśmy szybko załatwić coś nowego. Mama zawsze mówiła, że to dziwne, ale wcale nie James trzymał swoje zabawki
najkrócej tylko ja. Ponoć jak byłem mały psułem je pierwszy i pierwszy odstawiałem w kąt,
ale i tak nigdy nie chciałem ich oddać ani wyrzucić. Chyba byłem trochę rozpieszczonym dzieckiem. Faktycznie to potwornie dziwne, że nie był to James. Pasowałoby mu to do charakteru. W pociągu najczęściej z nudy ratowała nas książka, albo coś się zaczynało dziać.
No i zdarzało się, że Roxanne z Lucy wpadały trochę posiedzieć. One właściwie całą drogę
łaziły po wagonach od znajomych do znajomych i wszędzie załapywały się na darmowe żarcie. Kiedyś Lucy powiedziała dla żartu, że robią to specjalnie, i że właśnie dlatego nigdy nie biorą nic ze sobą na drogę. Gorzej gdy Luc [czyt. lus] przechodzi kolejny zawód miłosny. Wtedy siedzą same jednym przedziale. Rox przytula Lucy i warczy na każdego, kto spróbuje wejść i zapytać
czy miejsca obok są wolne. One są tak jakby trochę szalone…
            - Dzień dobry skarbeczki! Chcecie może coś kupić?
- Cztery czekoladowe żaby, fasolki wszystkich smaków i może jeszcze sok dyniowy – uśmiechnął się lekko wyciągając pieniądze z portfela i podając je sprzedawczyni.
- Proszę bardzo. To wszystko? Czy reszta też coś sobie życzy? – spytała siwowłosa kobieta
uśmiechając się przy tym tak szeroko, że nie sposób było nie odnieść wrażenia,
że bardzo lubi siedzącą tu czwórkę. Rose tylko podniosła głowę znad książki, uniosła lekko
kąciki ust ku górze i pokiwała głową „na nie”. Lily leżała teraz oparta o nią i próbowała zasnąć. Hugo zaś przesiadł się do mnie i najwyraźniej czymś się martwił, ale domyśliłem się,
że nie chce o tym gadać przy dziewczynach. Podałem Weasley’om żaby, a czekoladę Lily
schowałem do jej plecaka, bo nie miała teraz ochoty. Miałem Dumbledore’a,
Hugo Merlina, a Rose trafiła na kartę z Nicolasem Flamelem. Dochodziła szesnasta co oznaczało, że za jakieś trzy godziny powinniśmy dojechać na miejsce. Ostatecznie znów
wyciągnąłem szachy i zacząłem grać z Hugo. Był naprawdę dobry. Niby nie był on najinteligentniejszym, wybitnym umysłem w rodzinie, ale w szachach czarodziejów nie miał
sobie równych, a tu jednak trzeba nie lada inteligencji i sprytu. Czasami miałem wrażenie,
że z nim jest coś nie tak. Jakby jego wyniki w nauce wcale nie wynikały z tego,
że jest głupszy od Rose czy Lily (choć trzeba przyznać, że one nie należą do przeciętnych i trudno im dorównać), tylko ma jakiś problem, nie wiem, blokadę… Dużo się nad tym zastanawiałem, ale jakoś nie mogłem znaleźć rozwiązania.
            Po pół godzinie Lily nie wytrzymała i tez wyciągnęła jakąś książkę i zmogło ją dopiero
wtedy. Roxy z Lucy wpadły do nas na chwilkę, ale szybko wyszły bo zawołali je Scamander’owie – Lorcan i Lysander, synowie cioci Luny, po której moja siostra miała drugie imię, i która była jej chrzestną. Chrzestnym Jamesa jest wujek Ron, a moim wujek George,
choć wszyscy mówią, że powinno być odwrotnie, ale kto mógł to przewidzieć.
Jammie (nie cierpi, kiedy tak na niego mówię) urodził się jako pierwszy, a wujek Ron
jako najlepszy przyjaciel mojego taty automatycznie stał się chrzestnym jego pierwszego dziecka. Razem z ciocią Hermioną.  Lorcan i Lysander podobno trochę przypominali wujka Freda i George’a, ale nie mieli aż takich pomysłów. Z tego co słyszałem na ich temat przez wieki nikt ich nie doścignie. Ich i Huncwotów. Dwóch nowych kłopotliwych bliźniaków Hogwartu siedziało jakieś pięć przedziałów dalej i chyba zaprosili do siebie połowę pociągu.
Obaj byli w Ravenclow. Pewnie siedziała tez nimi Anna Alice Longbottom. Była z mojego rocznika, ale trafiła do Hufflepuffu. Siedzimy razem na zielarstwie od pięciu lat.
Miała odwagę Gryfonki, ale na jej charakter składało się zdecydowanie więcej cech
Puchonów. 
            W końcu nadeszła godzina 18:30 i mogliśmy zabrać się za przebieranie w szkolne mundurki. Rose odłożyła książkę, do której końca teraz zostało jej około pięćdziesięciu stron
i delikatnie obudziła Lily. Ja zająłem się Hugonem, który też drzemał od pół godziny i szczerze
mówiąc sam też już przysypiałem. Wszyscy zaczęli się przebierać, a pomruk narzekań na bolące tyłki i odrętwiałe kończyny sugerował, że nie tylko my spaliśmy i nie tylko nas
wszystko bolało. Na peronie byliśmy dziesięć minut za wcześnie, ale Hagrid już czekał
i nawoływał „pirszorocznych”. Dwa lata po II Wojnie o Hogwart ożenił się z Madame Maxim.
Nawet doczekali się potomka! Rok temu urodził im się chłopiec! Z tego co mi wiadomo
szczęśliwa mama (jakoś dziwnie mi to brzmi w połączeniu z Madame Maxim…)
i maluch obecnie przebywali we Francji. Zaczął się rok szkolny i na pewno w Beauxbaton
było sporo pracy. Praktycznie całe wakacje byli razem Wielkiej Brytanii, a teraz pewnie Hagrid będzie na weekendy wpadał do Francji. W zeszłym roku miał... urlop macierzyński.
Pewnie czuł się jak ryba w wodzie. Szczerze mówiąc nie wiem jak mają zamiar to teraz pogodzić. Oboje pracują. Może zatrudnią kogoś do pomocy.
Dzieciaki ustawiały się w pary i słuchały wszystkich wyjaśnień. Pewnie nawet jeszcze nie wiedzą, że to będzie jedno z najlepszych wspomnień w ich życiu, do którego będą być może
większy sentyment niż do jakiegokolwiek innego wspomnienia związanego z tą szkołą.
My jako starsi udaliśmy się w stronę powozów. Jedna dziewczyna z Hufflepuffu mówiła,
że widzi testrale i jest chyba jedynym takim uczniem w szkole. Ale nigdy nikomu się nie zwierzała czyją śmierć widziała. Część osób myślała, że chodzi o jej ojca, bo wychowywała
się bez niego, ale potem wyszło na jaw, że ojciec zostawił ją i matkę, gdy miała roczek,
więc nie mogło chodzić o niego. Niektórzy żartowali, że nie potrzebuje peleryny niewidki,
bo jakimś cudem się z nią urodziła. Nie są dokuczliwe żarty. Po prostu jest trochę nieśmiała
i faktycznie często gdy stoi na korytarzu po prostu nikt nie zwraca na nią uwagi, bo nikt
jej nie widzi. Nawet nauczyciele często pytają się gdzie się podziała podczas, gdy ona siedzi
w ławce na swoim miejscu, tam gdzie siedzi zawsze. Profesor Flitwick bardzo ją lubi
i uważa, jej „przypadek” za bardzo ciekawy. Kiedyś nawet podjął się tego badania,
ale chyba nie odkrył nic nadzwyczajnego. Ciekawe ile lekcji z nim będę miał w tym roku.
Byłoby świetnie jakby dali nam lekcje z nim zamiast eliksirów. Uczy nas ich stary zrzęda,
który wszystkiego się czepia i ciągle za coś na mnie krzyczy. A Rose tylko przewraca oczami
i z tym jej mądrym wyrazem twarzy pokazuje mi co mam robić.
Jak znam życie od razu jak dojedziemy do zamku wpadnę na pana profesora od siedmiu boleści i usłyszę, że ma nadzieję, że się cieszę, bo będziemy mieli bardzo dużo lekcji eliksirów  w tym roku i do tego będę miał zajęcia wyrównawcze. Mina będzie mówiła, że on nie cieszy się wcale, ale tak naprawdę będzie się cieszył jak dziecko, że może mnie więcej podręczyć. Może chociaż nowy gościu od OPCMu będzie spoko. Klątwa ciągle trwa. Z tego co słyszałem
przez te wszystkie lata był tylko jeden nauczyciel, który uczył dłużej niż rok – trzy lata – i był
nim pan Sparks. Był w porządku. Uczył mnie w moim pierwszym roku co było jego ostatnim tutaj. Potem przeszedł na emeryturę. Na peronie aż wrzało od plotek na temat tego,
kto ma być nowym nauczycielem. Rox mówiła, że Luc dowiedziała się od Ann,
która z kolei wie to od mamy, która rozmawiała z jej tatą (nauczycielem zielarstwa),
że ponoć ma być bardzo młody i niedawno wrócił zza granicy. Ale to chyba wszystko co o nim wiadomo i jest w miarę z pewnego źródła. Choć nie wiem czy plotka, która przeszła przez tyle ust może być prawdziwa. No cóż… Niedługo się okaże. 



8 komentarzy:

  1. Rozdział naprawdę mi się podoba! Czyta się go lekko i przyjemnie. Niestety albo u mnie na komputerze jest coś nie tak, albo cały szablon się rozjechał i cos krzywo jest o.O Nieco mi to przeszkadzało, ale masz we mnie stałą czytelniczkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz lepiej? Jeśli nie to przykro mi. Na laptopie mojej siostry też się cały rozjeżdżał,
      ale z tego co czytałam to jest to norma na blogspocie i u jednych jest wszystko ok, a u drugich się rozlewa. Może inna przeglądarka by coś dała? ;>

      Usuń
  2. cudowne , kocham, wielbię ;) a jednak Hagrid się ożenił ^^ zastanawia mnie nowy nauczyciel a może będzie to jednak nauczycielka ? tak na złość plotkującym ;p
    mam nadzieję że nowa notka już nie długo :D

    OdpowiedzUsuń
  3. hmm.. ciekwe jak ta nieśmiała dziewczyna ma na imie .? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emily :3 natchnęło mnie jak wyłaziłam z łązienki xD

      Usuń
  4. No to właśnie w tej zakładce z ustawianiem szerokości. Ale skoro masz tam tylko ustawienia lewej kolumny, to znaczy, że masz układ dwukolumnowy. Wejdź w "Układ" i wybierz trójkolumnowy. Teraz zabaw się szerokością bloga, żeby dopasować nagłówek do tła, a potem szerokością kolumn, żeby menu było w ciemniejszej, a notki w jaśniejszej c: Kolumna prawa będzie wciąż obecna, ale wystarczy, że nic do niej nie wstawisz, aby była po prostu niewidoczna.
    Tylko tyle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! ;* Haha, nawet zastanawiałam się, czy nie ustawić trzykolumnowego, że może to by coś dało! ^^ Ale byłam zbyt leniwa i jak raz mi net padł to potem już nie próbowałam. Dzięki jeszcze raz! :)

      Usuń
    2. Co do justowania - problem nie leży w samym justowaniu, a w tym, że miejscami musiałaś powstawiać twarde spacje, bo często połówki zdania przeskakują Ci linijkę niżej, przez co tekst jest poszatkowany. Musisz jeszcze raz mu się przyjrzeć i go przeedytować.

      Usuń